Minęło 24 dni od kiedy wróciłam z krainy snów i marzeń. Dopiero teraz uświadamiam sobie czym naprawde była dla mnie California. Piękno każdego dnia i cudowność każdej wyprawy. Ile ich było, gdzie byłam - nawet dokładnie nie pamiętam. Ten ogrom doświadczeń i emocji, reakcji na otaczające piękno. Dobrze że był ze mnę przyjaciel aparat; teraz kiedy spoglądam na jego dzieło - zdjęcia sama sobie zazdroszczę.Minęło zaledwie 24 dni a mam wrażenie że zdążyłam już zapomnieć że tam byłam. Otaczający teraz mnie świat skutecznie wciąga w swój wir i swoją szarość. Dookoła wszystko jest zwykłe, pochmurne, smutne i takie banalne. Skrzywione twarze ludzi wkoło, umęczone, rozdrażnione z tym ciągle oceniającym wzrokiem. Presja społeczeństwa, sztywno wyznaczone normy i granice.
Minęło zaledwie 24 dni a moja radość zmniejszyła się o 50%, uśmiechł zbledł o 1/4, a realizm zaczyna przyćmiewać optymizm. Taki prosto skalkulowany fakt.
Californication coś za czym tęsknię coraz bardziej każdego dnia. Uśmiechy na twarzach mijanych ludzi, ich uprzejmość i otwartość. Bezskrępowana wolność mojej osoby, bez zbędnych ocen i krzywych spojrzeń. Cudowny stan słońca w tobie każdego poranka. Słodki smak kawy w Starbucksie i niezmierzona przestrzeń dla twoich marzeń.
Californication - niezwykła przestrzeń w której pragnę żyć.
PS. Obiecuję że pojawią się opisy i zdjęcia reszty wypraw:)
PS2. Feel free to comment my posts:)))

0 comments:
Post a Comment