Kanionu nie można tylko zobaczyć. Kanion trzeba doświadczyć. A najlepiej kiedy zejdzie się na samo dno...
Wszystko zaczęło się od tego że przeczytałam kiedyś książkę "Najpiękniejsze trekkingi Świata" w której opisany był hiking w dół Wielkiego Kanionu. Wtedy zrodziło się marzenie. No a marzenia trzeba po prostu realizować:)
Po 9h jazdy samochodem dotarliśmy nad South Rim (krawędź południowa). W Visitor Center dowiedzieliśmy się: jedyne zadaszone miejsce gdzie można nocować w Kanionie t0 Phantom Ranch, w którym rezerwację należy dokonywać 2 lata wcześniej, można też rozbić namiot na paru Campgroundach (ale trzeba mieć ten namiot i go sobie znieść na dół?!?!), temperatura w dzień osiąga około 43C i nie zaleca się hikingu w godzinach od 10-16, przewiduje się miejscowe burze, są tarantule i inne takie zwierzaki, no i najważniejsze nie zaleca się zejścia i wejścia w jeden dzień !!! (za dużo)
Bojowe nastawienie w pierwszej godzinie zejścia. South Kaibab Trail.

Była godzina 7 wieczorem, mieliśmy latarki no i wystarczająca większość z nas była napalona na zejście na dół:), więc spakowaliśmy wodę , batoniki energetyczne, owoce i ruszyliśmy.
Bojowe nastawienie w pierwszej godzinie zejścia. South Kaibab Trail.

Do pokonania mieliśmy 7 mil w dół, ok 1500 metrów różnicy poziomów i planowany czas pokonania ok 4-5 godzin. Było pięknie, cudowny zachód słońca i otaczające, majestatycznie spokojne skały. Schodząc trzeba było slalomować pomiędzu zielonymi kupami mułów (służą jako środek transportu w kanionie plus stanowią atrakcję turystyczną dla tych bogatsiejszych i mniej rozchodzonych). Na początku szło się po czerwonej ziemi, takiej jak na kortach tenisowych (ktoś kto zna się na geologi mógłby mi pomóc z nazwą:)), potem im dalej w dół podłoże się zmieniało. Co do widoków to po 1,5 godzinie nie było już nic widać bo zrobiło się ciemno. Schodziliśmy więc z naszymi latareczkami, trochę po omacku czasem przystając aby spojżeć w niebo. W żadnym miejscu na ziemi w którym byłam do tej pory nie widać tak niesamowicie gwiazd. To było całe spektrum migoczących światełek tak piękych że trudno to opisać słowami. Pozatym niesamowite było uczucie tego że jesteśmy tam sami, tacy malutcy w tej wielkiej czarnej dziurze.
Po 3h powoli zaczynaliśmy mieć dosyć. Zmęczenie całodzienną podróżą dawało się we znaki a chodzenie po ciemku ma to do siebie że nie widać celu i nie widać pokonywanego dystansu. Całe szczęście po jakimś czasie usłyszeliśmy wodę - rzekę Colorado. Oznaczało to że jest już całkiem blisko. I tak miało być blisko przez następną godzinę i przez następną i następną...
W końcu jednak dotarliśmy do mostu. Wejście było wykute w skale, most wąski metalowy lekko chwiejący się pod naszymi nogami. Za mostem jeszcze tylko 20 minut i nareszczie Phantom Ranch, czyli nasz cel wędrówki.
Przez całą drogę mieliśmy nadzieję że uda nam się tam mimo wszystko przenocować. Coś tak na zasadzie naszych Polskich schronisk. Kiedy pojawiasz się w środku nocu to nie ma bata żeby cie nie przyjęli to jest ich obowiązek. Niestety tutaj tak nie było. Nikt nam nie chciał otworzyć więc pozostało nam nocowanie na ławkach i stołach kempingowych. Jak dla mnie po takmi zmęczeniu nie miało to kompletnie żadnego znaczenia bo byłam gotowa spać nawet ze stadem tarantul i innych zwierzaków byleby tylko spać:)
Po jakiś 4 godzinach cudownego wypoczynku wokoło naszych łóżo-ławek zaczęli zbierać się ludzie, szykujący się do wyjścia w górę. Zazwyczaj wychodzi się ok godziny 4 lub 5 rano, tak żeby zdążyć przed tym strasznym upałem. Tak więc nie dane nam byo dłużej delektować się snem i zmuszeni byliśmy również przygotować się do powrotu. (okropne uczucie bo przecież dopiero niedawno doszliśmy?!?). Tym razem trochę dłuższą ale mniej stromą drogą - Bright Angel Trail.
I tak przez kolejne 8 godzin wdrapywaliśmy się w górę. Po drodze napotykając na wschód słońca, 43C upał, przelotną zbawienną burzę z ulewnym deszczem. Mijaliśmy muły z turystami na grzbietach, słyszeliśmy grzechodzące grzechotniki (niesamowicie głośny dźwięk), podchodziły do nas wiewiórki żebrząc o coś do jedzenia (nawet można je było głaskać), widzieliśmy helikoptery obwożące tych jeszcze bardziej zamożnych turystów i spokojnie krok za krokiem dreptaliśmy w stronę krawędzi.

Po 3h powoli zaczynaliśmy mieć dosyć. Zmęczenie całodzienną podróżą dawało się we znaki a chodzenie po ciemku ma to do siebie że nie widać celu i nie widać pokonywanego dystansu. Całe szczęście po jakimś czasie usłyszeliśmy wodę - rzekę Colorado. Oznaczało to że jest już całkiem blisko. I tak miało być blisko przez następną godzinę i przez następną i następną...
W końcu jednak dotarliśmy do mostu. Wejście było wykute w skale, most wąski metalowy lekko chwiejący się pod naszymi nogami. Za mostem jeszcze tylko 20 minut i nareszczie Phantom Ranch, czyli nasz cel wędrówki.
Przez całą drogę mieliśmy nadzieję że uda nam się tam mimo wszystko przenocować. Coś tak na zasadzie naszych Polskich schronisk. Kiedy pojawiasz się w środku nocu to nie ma bata żeby cie nie przyjęli to jest ich obowiązek. Niestety tutaj tak nie było. Nikt nam nie chciał otworzyć więc pozostało nam nocowanie na ławkach i stołach kempingowych. Jak dla mnie po takmi zmęczeniu nie miało to kompletnie żadnego znaczenia bo byłam gotowa spać nawet ze stadem tarantul i innych zwierzaków byleby tylko spać:)
Po jakiś 4 godzinach cudownego wypoczynku wokoło naszych łóżo-ławek zaczęli zbierać się ludzie, szykujący się do wyjścia w górę. Zazwyczaj wychodzi się ok godziny 4 lub 5 rano, tak żeby zdążyć przed tym strasznym upałem. Tak więc nie dane nam byo dłużej delektować się snem i zmuszeni byliśmy również przygotować się do powrotu. (okropne uczucie bo przecież dopiero niedawno doszliśmy?!?). Tym razem trochę dłuższą ale mniej stromą drogą - Bright Angel Trail.

Cały sens i całe piękno tej wędrówki nie było w jakimś celu do którego dążyliśmy ale w tym co było dookoła. Piękno było w samym hikingu. Mimo zmęczenia, wręcz wycięczenia, obolałych stóp i trudów było cudowne.



18h in Grand Canyon
6h down
4h sleep
8h up
20 mil
1500 m
the most beautiful place I've ever seen
experienced to the very bottom:)



18h in Grand Canyon6h down
4h sleep
8h up
20 mil
1500 m
the most beautiful place I've ever seen
experienced to the very bottom:)








0 comments:
Post a Comment