Friday, August 24, 2007

Mexico one more time

Któregoś dnia wybraliśmy się trochę dalej nad ocean. Z tej strony wygląda całkiem podobnie, fale, mola, plaża, jedyna różnica to ludzie i ... zwierzęta.
Na plażach są konie które można wynająć i pokłusować wzdłuż oceanu. Wszędzie dookoła chodzą Meksykanie z kapeluszami i różnymi ozdobami, które próbują ci wepchnąć na każdym kroku.
Było miło, smacznie, tanio i z małymi przygodami jak zwykle:)






Lata 60te photo:)



Meksykański Fast Food czyli szybko przyżądzane Enchilady, Buritos, Quasedije (you know what I'm talking about E:)).



Mexican Ice Cream - najlepsze na świecie lody! Nie wiem jak je robią ale są niesamowicie smaczne i kosztują tylko dolllllara:) Nie mają opakowań, patyczki wyglądają jak świeżo wyciosane z drzewa i pewnie każdy cywilizowany sanepid by się do nich przyczepił. Najsmaczniejsze truskawkowe z wielkimi swierzymi truskawami w środku i ananasowe. Mhhhh nawet teraz jak o nich pomyśle leci mi ślinka.



Żeby było wiadomo co jest w aptece:)




A na koniec to ta mała przygoda. Było to w jednym z barów przy głównej turystycznej ulicy w Tihuanie. Jak widać Ania raczy się swoją przeukochaną Coroną z limonką. Corona jak to zwykle bywa musiała zostać wielokrotnie fotografowana. W mojej koncepcji idealne ujęcie wyglądało tak jak na zdjęciu obok - niebo i Meksykańska flaga w tle. Żeby wyszło tak dobrze postawiłam butelkę na poreczy i zajęłam się robieniem zdjęć. Po chwili butelka zachwiała się i poleciała na dół. Rozstrzskała się z hukiem na chodniku, na moje przeogromne szczęście nie czyniąc krzywdy nikomu. Po chwili przy naszym stoliku zjawiło się dwóch ochroniarzy i właściciel knajpy. Chyba myśleli że szykowałam zamach na kogoś... Ja udałam życiową sierotkę (nie wiem czy tak do końca musiałam udawać:)), której piwo wymsknęło się z ręki. Usłyszałam że miałam wielkie szczęście bo jakby się komuś coś stało pewnie trafiłabym do aresztu, a jak wiadomo w Meksyku jak już cie zatrzymają to możesz tam spędzić sporo czasu. Zamówiłam kolejną Coronę i już bardzo na nią uważałam, w końcu zdjęcia już miałam zrobione:)

2 comments:

dżdżownica said...

Wrrrrrr prosze nie wspominać o meksykańskiej kuchni bo aż mi ślinka leci:)
A co do historii z Coroną, to przypomniała mi się ta z dżemem w słoiku i jego bliskim spotkaniu z posadzką w kuchni:)

dżdżownica said...

No gdzie te kolejne posty?
Czekam i się niecierpliwie:)